poniedziałek, 29 października 2018

Co mnie zdziwiło… w branży influencerskiej?

Zanim zaczęłam współpracować z dużymi influencerami, wydawało mi się, iż są to ludzie stworzeni do pracy w mediach. Nowi, współcześni dziennikarze. A kim jest dziennikarz? Czy nie jest to osoba mająca wiedzę na różnorodne tematy, interesująca się światem, umiejąca tworzyć intrygujące a tym samym kreatywne treści, potrafiąca w profesjonalny sposób podchodzić do swojej pracy? 

Zapewne każdy już przyzwyczaił się do postów sponsorowanych, za które influancerzy dostają nie małe pieniądze. Najczęściej tłumaczą, że dostają to wszystko za ciężką pracę. Stworzenie filmu lub wpisu zajmuję dużo czasu. To fakt. Jednak nie każdy influancer składa propozycje wpisu lub filmu. Nie każdy w ogóle składa jakiekolwiek dobre propozycje. Jednak dlaczego pisze o propozycjach? Czy to nie marki wychodzą z inicjatywą dla influancerów? Otóż nie! 

„Cześć. Zauważyłem, że macie bardzo ładny profil. W sumie przydałyby mi się meble. Wejdziemy we współpracę?”. „Witam. Urządzam mieszkanie. Chcą Państwo wejść we współpracę?”. 

Firmy z grzeczności a zarazem ciekawości odpisują, dopytując o warunki. Najczęstsza odpowiedź: zrobię kilak zdjęć na Instagramie, kilka Instastory. Poproszę za to barter w wysokości 2 000, 5 000… zł lub przelew. A może powiecie, że to wszystko w zamian za dobrą promocję? Influenerzy, który komunikują się w ten sposób nie zwiększają zasięgów, nie zwiększają sprzedaży. Dlaczego? Ponieważ robią to nieudolnie oraz nie traktują zadania poważnie.  

Rynek influencerski w Polsce może zadziwić wiele osób. Czasami aż przykro patrzeć w jaki sposób osoby medialne nie szanują czyjejś dobroci oraz pracy. Nie wy, to ktoś inny. Niemniej jednak na rynku naprawdę jest grupa ciekawych ludzi, których z całym szacunkiem można nazwać dziennikarzami XXI wieku.